Zostań ze mną, Karolino

Zostań ze mną, Karolino
Premiera już 8 sierpnia 2017 roku

Szanuj prawa autorskie!!!

Nie kopiuj! Jeśli chcesz posłużyć się recenzją, zapytaj o zgodę! Informuję, że wszystkie recenzje opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa, a jeżeli cytuję czyjeś słowa, pojawia się o tym informacja. Nie wyrażam zgody na kopiowanie recenzji i umieszczenie ich na innych stronach, za wyjątkiem cytatów, czyli niewielkich fragmentów. Oczekuję też, że cytujący wskaże autora oraz link do całej wypowiedzi.

sobota, 19 stycznia 2013

Pieniądze, władza i...



Autor: Janusz Szablicki
Tytuł: Świeże powiewy, nieobce odgłosy
Gatunek: Literatura współczesna polska
Forma: Powieść
Self – publishing
Rok wydania 2011


O recenzję powieści Świeże powiewy, nieobce odgłosy zostałam poproszona przez autora, Janusza Szblickiego. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu, ale z napisaniem opinii się wstrzymywałam. Nie lubię jednak wymigiwać się od tego, czego się dobrowolnie podjęłam. Zakładam też, że autor, wysyłając tekst do recenzji, wiedział, że może ona zachwycić albo nie. Z reguły jestem szczera w wyrażaniu opinii o książkach, więc i tym razem będę.

Akcja powieści Świeże powiewy, nieobce odgłosy rozgrywa się w Polsce, w latach 1994/95. Czytelnik oczyma bohaterów obserwuje przemiany, które zachodziły w ówczesnej Polsce. Szablicki pokazał nam tamtą współczesność z punktu widzenia ludzi o różnym statusie społecznym. Niezwykle szczegółowo opisał warunki życia, sposób zarobkowania, podejście do edukacji oraz drogi, którymi chadzano, aby coś w życiu osiągnąć. Dla każdego z bohaterów to coś oznacza co innego, gdyż różne są ich aspiracje. Jednym imponuje wiedza, zawarta w książkach, innym uroda i bogactwo, uczciwość zaś została pokazana jako coś, co na dłuższą metę zwyczajnie się nie opłaca.

W obliczu niezwykle szczegółowych opisów zasad oraz warunków społecznych, panujących w Polsce lat 94/95 sama główna akcja zostaje nieco zasłonięta, stłumiona przez nadmiar innych obrazów, którym czytelnik poświęca uwagę. Szef, bohater, odgrywający w powieści Szablickiego kluczową rolę, zostaje przedstawiony jedynie dzięki relacjom innych bohaterów. Każdy spogląda na niego inaczej. Podwładni widzą hojnego pracodawcę, który potrafi docenić i wynagrodzić lojalność oraz człowieka z klasą i kasą. Żona osobę wpływową, która może jej zapewnić byt. Wspólnicy kogoś, kogo dobrze mieć w swojej drużynie, gdyż jest człowiekiem majętnym, a przez to wpływowym. Wszyscy zaś czują przed Szefem respekt, niekoniecznie równy szacunkowi. Sam zabieg przedstawienie głównego bohatera jest bardzo ciekawy, tyle tylko, że postać, chociaż obecna w całym tekście, zostaje zepchnięta na dalszy plan, nie zdobywa czytelniczej sympatii.

Mówiąc o powieści Świeże powiewy, nieobce odgłosy należy również wspomnieć o języku. Jest on niezwykle kwiecisty, nasączony ozdobnikami, przymiotnikami. Zdania w przeważającej większości są wielokrotnie złożone. Piękne, chciałoby się powiedzieć, ale… Bo w tym wypadku musi być jakieś ale. Język odwraca uwagę od tekstu, każe skupić się na sobie, a nie na tym, co jest opowiadane. Motyw główny często zostaje zgubiony, później się do niego wraca, w rezultacie powieść porusza wiele spraw, ale nie wszystkie wątki zostają doprowadzone do szczęśliwego finału, albo inaczej, do jakiegoś finału. Poza tym, o ile jestem w stanie zrozumieć, że partie narracyjne są mocno rozbudowane, jeśli prowadzona jest narracja trzecioosobowa, tak w pierwszoosobowej nie ma to aż tak dużego uzasadnienia. Opowiadacz pierwszoosobowy winien się skupić na sobie i swoich uczuciach. Należy też nadmienić, że Szablicki jest autorem najdłuższego zdania, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Ostatni rozdział jego powieści jest właściwie jednym zdaniem…

Właśnie, uczucia. W Świeżych powiewach, nieobcych odgłosach nie ma uczuć. Niby jedna z bohaterek, Krystyna, ma chłopaka, z którym planuje przyszłość, ale raczej nie jest z tego powodu szczęśliwa, a śmierć ukochanej babuni robi na niej maleńkie, prawie żadne wrażenie.

Świeże powiewy, nieobce odgłosy „cierpią” na chorobę typową dla self – publishingu, czyli brak rzetelnej korekty i redakcji. Zdarzają się błędy ortograficzne, litrówki, interpunkcja jest potraktowana po macoszemu. To zdecydowanie do dopracowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad :)

Obserwuj w Google+

Najchętniej zaglądacie :)