Najlepszy powód, by żyć

Najlepszy powód, by żyć
Premiera już 27 września 2017 roku

Szanuj prawa autorskie!!!

Nie kopiuj! Jeśli chcesz posłużyć się recenzją, zapytaj o zgodę! Informuję, że wszystkie recenzje opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa, a jeżeli cytuję czyjeś słowa, pojawia się o tym informacja. Nie wyrażam zgody na kopiowanie recenzji i umieszczenie ich na innych stronach, za wyjątkiem cytatów, czyli niewielkich fragmentów. Oczekuję też, że cytujący wskaże autora oraz link do całej wypowiedzi.

poniedziałek, 22 lipca 2013

W szpilkach od Manolo

Wielu z Was po przeczytaniu tego, co poniżej, na pewno zacznie się burzyć, ale takie jest moje zdanie o książce. Nie aspiruje do miana jedynego właściwego. Wyrażam subiektywną opinię i staram się ją racjonalnie uzasadnić. Oczywiście jestem otwarta na dyskusję, ale na poziomie, bez obrzucania epitetami.




Autor: Agnieszka Lingas – Łoniewska
Tytuł: W szpilkach od Manolo
Gatunek: Literatura współczesna polska
Forma: Powieść
Wydawnictwo Novae Res
Rok wydania 2013

Agnieszka Lingas-Łoniewska jest autorką powieści i opowiadań obyczajowych, w których często pojawiają się motywy kryminalne oraz wątki romansowe. Cenię tę pisarkę głownie za trzymającego w napięciu Szóstego oraz wypełniony prawdziwymi emocjami Zakład o miłość. Sięgnęłam po W szpilkach od Manolo, bo o książce ostatnio można przeczytać niemal na każdym blogu recenzenckim. Przeważają superlatywy, więc spodziewałam się fascynującej lektury.

Główną bohaterką i narratorką powieści jest Liliana Arciszewska, trzydziestopięcioletnia, przebojowa singielka. Pracuje w korporacji, jest cenionym fachowcem, a zarazem kobietą niezależną, silną, pełną życiowej energii. Taki trochę niepokorny, gniewny typ. Muszę przyznać, że polubiłam ją od pierwszej chwili. Pewnego dnia czarne BMW zajmuje miejsce parkingowe Liliany, co bohaterkę doprowadza do furii. Obrzuca kierowcę, Michała, kilkoma złośliwymi uwagami, w duchu przyznając, że jest niezwykle przystojny. Można chyba śmiało powiedzieć, że między Lilianą a Michałem od początku coś „iskrzy”. Taka fascynacja od pierwszego wejrzenia. Niebawem okazuje się, że będą pracować w jednej firmie. Romans podwładnej z przełożonym nie jest najlepszym układem i oboje zdają się to doskonale rozumieć. Tym bardziej, że za przystojnym szefem oglądają się niemal wszystkie kobiety w korporacji, łącznie z niezwykle kochliwą, ale wciąż samotną Lejdi. Stereotypowy początek, zakładający wiele perypetii. Autorka postanowiła jednak nieco zmienić typowo telenowelowy wątek. Szybko okazuje się, że Michał nie jest do końca tym, za kogo się podaje, ma do wypełnienia pewną misję. Pada wiele niezrozumiałych dla Liliany słów, a w jej życiu dzieją się niezrozumiałe rzeczy. Powieść zaczyna pachnieć kryminałem, ale…

No właśnie, jest „ale” i to nie jedno. Przede wszystkim kryminał został potraktowany przez Lingas-Łoniewską bardzo po macoszemu. Zabrakło napięcia, zaciekawienia, tajemnicy. Intryga zostaje zawiązana byle jak. O aferze kryminalnej wiemy niewiele, więc czytelnik nie ma szans się nią zaciekawić. Autorka zbyt szczegółowo charakteryzuje postaci, co pozwala już od początku przeczuwać, kto jest tym złym.  Owszem, pojawia się próba zmylenia czytelnika. Oskarżenia zostają rzucone na niewinnego człowieka, ale jest to zmyłka na tyle nieudolna, że wierzy w nią jedynie roztrzepana Liliana, która ma na głowie sprawy ważniejsze niż jakieś tam odległa afery kryminalne. Czytelnik wie doskonale, że autor nigdy nie zdradziłby, kto jest winny w połowie powieści. Na końcu nie ma więc zaskoczenia, jest jedynie niezadowolone prychnięcie, bo przecież takiego rozwiązania akcji można się było spodziewać. Autorkę tłumaczy informacja z okładki: Kryminał, czasami niepoważny. Śmiem jednak twierdzić, że to nie jest kryminał wcale. Ot, powieść obyczajowa ze słabo opowiedzianym wątkiem, ocierającym się o kryminalny. A piszę tak w pełni świadomie, wiedząc, że Lingas-Łoniewska potrafi stworzyć dobry kryminał.

W szpilkach od Manolo aspiruje do miana komedii „miejscami poważnej”. I myślę, że w tej roli spełnia się dobrze. Powieść jest przepełniona żywymi, pełnymi humoru dialogami, pojawia się komizm sytuacyjny, a bohaterowie są obdarzeni ogromnym poczuciem humoru. Obok ciekawie wykreowanej postaci Liliany zostały postawione jej radosne, trochę szalone przyjaciółki oraz niezwykle charakterne osobowości matki oraz ciotek głównej bohaterki. Każda z postaci kobiecych jest inna, ma w sobie coś intrygującego, ciekawego, niebanalnego. Szkoda, że rysu autentyczności zabrakło przy tworzeniu głównego bohatera. Michał jest zbyt idealny: przystojny, ładnie pachnący, wysportowany, nieomylny, silny, opiekuńczy. Posiada zniewalającą barwę głosu i piękny uśmiech. Potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji. Ideał w każdym calu i w każdej sytuacji, nawet jak popełnia błędy, autorka mami czytelnika tak, że winą obciąża innych bohaterów. Michał pewnie miał być męski, wyszedł nierealny. Wiem, że pokazano go subiektywnie, z punktu widzenia Liliany, ale identycznie myślą o nim jej przyjaciółki, matka, nawet przyjaciel, Kamil. Nikt nie zdobył się nawet na słowo krytyki.

Lingas-Łoniewska w piękny sposób opisała przyjaźń, nie tylko damsko damską, ale też damsko męską. Jest to więź łącząca ludzi w chwilach dobrych i złych. Trwa, pomimo odległości, upływu lat, przeciwności losu. Mogę chyba śmiało powiedzieć, że przyjaźń w powieści W szpilkach od Manolo jest autentyczniejsza niż miłość, bardziej zrozumiała, wyraźniejsza. Miłość, chociaż książka jest „romansem całkiem serio”, pojawia się jak grom z jasnego nieba, iskrzy fizycznym pożądaniem, ale jakoś nie przekonuje prawdziwością uczucia, porozumieniem dusz. Jest fascynacją zewnętrzną powierzchownością, oddaniem hołdu cielesności, szaloną namiętnością. Dojrzewanie prawdziwej miłości jednak gdzieś umknęło. A przecież bohaterowie nie mają już lat naście, są ludźmi dorosłymi, dźwigają bagaż życiowych doświadczeń, nieraz solidnie oberwali od losu, powinni więc szukać czegoś więcej, a nie tylko zaspokojenia chuci. Mało tego, Michał wiedział, że wiążąc się z Lilianą, ściąga na nią niebezpieczeństwo. Egoistycznie podjął ryzyko, a zapomniał zadbać o bezpieczeństwo ukochanej, co nie ma nic wspólnego z odpowiedzialną miłością. Ale przecież musiało być melodramatycznie: ona o krok od śmierci i wtedy przybywa on, niczym rycerz na białym koniu… No, nie do końca. Liliana ma dość siły, aby obronić się sama. Tak, W szpilkach od Manolo to opowieść o romansie, ale nie o miłości.

I jeszcze kilka słów o stylu powieści. Ma on wiele do życzenia. Bywa naiwny, nieporadny stylistycznie, nieuporządkowany. Pojawiają się liczne pleonazmy. Język jest przesycony zaimkami, bardzo ubogi, czytając odczuwałam nadmiar czasownika być oraz wszelkich czasowników zwrotnych. Wiem, że narratorem jest Liliana, że to zapis jej myśli, więc ma prawo być nieco chaotyczny, ale bohaterka przedstawia się jako osoba oczytana, prowadzi blog z recenzjami. Od takiej osoby można wymagać czegoś więcej niż leciutkiego świergolenia typowego dla nastolatki. Zabrakło mi refleksyjności, dojrzałości. Czasami miałam wrażenie, że to opowieść bardzo młodej dziewczyny, a nie dojrzałej kobiety. Styl typowo blgowy i gdyby to był blog nastolatki, niewiele miałabym mu do zarzucenia. Od powieści wymaga się jednak czegoś więcej. Powieść, to nie tylko radosne szczebiotanie, opowiadające jakąś historię, ale coś, co winno mieć też wartość literacką.


Mam wielki problem z W szpilkach od Manolo. Nie potrafię jej ocenić zdecydowanie negatywnie. W powieści jest coś, co może się podobać, co przyciąga, a jednocześnie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tekst nie został należycie dopracowany pod względem warsztatowym i fabularnym. Wszystko wydarzyło się za szybko, zostało pozbawione głębi, zabrakło napięcia, które towarzyszyło mi, kiedy czytałam poprzednie powieści Lingas-Łoniewskiej. 

1 komentarz:

  1. Mi się osobiście książka bardzo podobała- jako ta rozrywkowa, lekko sensacyjna- rozrywkowa.

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad :)

Obserwuj w Google+

Najchętniej zaglądacie :)