Najlepszy powód, by żyć

Najlepszy powód, by żyć
Premiera już 27 września 2017 roku

Szanuj prawa autorskie!!!

Nie kopiuj! Jeśli chcesz posłużyć się recenzją, zapytaj o zgodę! Informuję, że wszystkie recenzje opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa, a jeżeli cytuję czyjeś słowa, pojawia się o tym informacja. Nie wyrażam zgody na kopiowanie recenzji i umieszczenie ich na innych stronach, za wyjątkiem cytatów, czyli niewielkich fragmentów. Oczekuję też, że cytujący wskaże autora oraz link do całej wypowiedzi.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Ania z Jabłoniowego Wzgórza



Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: W imię miłości
Gatunek: Literatura współczesna polska
Forma: Powieść
Wydawnictwo Literackie
Rok wydania 2013


Moje drugie spotkanie z twórczością Katarzyny Michalak. Przyznam się, po pierwszym byłam nieco zniechęcona, więc z własnej woli bym raczej nie przeczytała. Zadecydował przypadek. Wybrałam się w podróż, nie wzięłam żadnej książki, bo pakowałam się w pośpiechu, więc poprosiłam kuzyna, żeby coś mi kupił. Kupił to, co polecili w księgarni… No trudno. Nie miałam, co robić przez dziewięć godzin w pociągu, więc czytałam.

W imię miłości jest opowieścią o losach dziesięcioletniej Ani, która pewnego letniego dnia wysiada na stacji Koniecdrogi. Przybyła do dziadka, Edwarda Jabłonowskiego, ale ten wcale na dziewczynkę nie czekał. Przeciwnie, najchętniej odeszłaby ją do domu, do matki. Nie może jednak. Małgorzata, mama Ani, przebywa bowiem w hospicjum i czeka na śmierć. Rak mózgu, guz nieoperacyjny, kobiecie zostało kilka tygodni, może dni, życia wypełnionego bólem. Oszołomiony tym wyrokiem Edward nie tylko pozwala Ani zostać na Jabłoniowym Wzgórzu, ale sam podejmuje rozpaczliwą walkę o zdrowie córki… Czy ją wygra? Jak potoczą się losy Ani? Tego zdradzić nie mogę.

Muszę się przyznać, przeczytałam książkę od deski do deski, wciągnęła mnie, ale dlaczego? No właśnie. Nie ma tutaj nic nowatorskiego, zachwycającego, nawet mądrego. Ot, ruda dziewczynka, Ania, która panicznie boi się, że trafi do sierocińca, przybywa na Jabłoniowe Wzgórze, gdzie jej nie oczekują, ale pozwalają zostać. Początek znany? Ano znany. Tylko Ania ma ojca, matkę, ma nawet dziadka i dalszą rodzinę. Tak, tak, pojawia się szanowny tatuś, któremu przez dziesięć lat dziecko było obojętne. I nagle zapałał do niego cieplejszymi uczuciami, tak na pstryknięcie palcem. Zresztą, losy Ani i jej matki, Małgorzaty są bardzo podobne. Niemal identyczne. Tylko jeden tatuś pojawił się po dziesięciu latach, a drugi po dwudziestu siedmiu, a wcześniej zdążył już raz córce pokazać drzwi.

Sam sposób kreacji bohaterów również nie zachwyca. Można ich podzielić na tych dobrych, niemal bez wad, tak marysuistycznych, że aż mdli, tu oczywiście zaliczymy Anię, Małgosię i kucharkę Marię, na tych, którzy byli źli i się zmienili, mowa o szanownych tatusiach oraz tych złych, co się nie zmieniają, czyli Marlenka i Eliza. I już. Nic pośredniego. Postaci stworzone na zasadzie kontrastu i podobieństwa, żadnych indywidualności. Do bólu przewidywalne, bez tajemnic, ich postępowanie zamyka się w wyznaczonych ramach, skutecznie ograniczających spontaniczność. Bohaterowie są przez to sztuczni, nieprawdziwi, jak kukiełki, które może chciałby ożyć, ale nie mogą.

Nawet język i styl pisania Katarzyny Michalak nie jest szczególnie piękny. Ot, potoczna polszczyzna, bez ciekawych opisów, bez wejścia w głębię postaci, bez polotu. Do tego niedopracowane szczegóły fikcji, głównie jeśli chodzi o upływ czasu. Otóż Ania ma dziesięć lat, a jej ojciec dokładnie dziesięć lat wcześniej romansował z Małgorzatą. A gdzie te dziewięć miesięcy ciąży? Co do prawdopodobieństwa opisanej historii również mam wątpliwości. 


W czym więc tkwi tajemnica powieści W imię miłości? W emocjach. Autorka od samego początku gra na uczuciach czytelnika, wzbudzając najpierw współczucie, później złość, nienawiść, żal i tak w nieskończoność. Wzrusza, porusza, ale nic więcej. Przesłania czy głębszego sensu w powieści brak. No, może poza tym, że ludzkie życie jest warte więcej niż marzenia, ale to przecież każdy wie. Ot, czytadło na nudną podróż pociągiem. Taka bajeczka dla trochę starszych dziewczynek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad :)

Obserwuj w Google+

Najchętniej zaglądacie :)