Najlepszy powód, by żyć

Najlepszy powód, by żyć
Premiera już 27 września 2017 roku

Szanuj prawa autorskie!!!

Nie kopiuj! Jeśli chcesz posłużyć się recenzją, zapytaj o zgodę! Informuję, że wszystkie recenzje opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa, a jeżeli cytuję czyjeś słowa, pojawia się o tym informacja. Nie wyrażam zgody na kopiowanie recenzji i umieszczenie ich na innych stronach, za wyjątkiem cytatów, czyli niewielkich fragmentów. Oczekuję też, że cytujący wskaże autora oraz link do całej wypowiedzi.

środa, 26 marca 2014

O wychodzeniu ze skorupy, czyli "Dziesięć przykazań Amelii"


Autor: Anna Skrzyniarz
Tytuł: Dziesięć przykazań Amelii
Gatunek: Literatura współczesna polska
Forma: Powieść
Wydawnictwo Psychoskok
Rok wydania 2013
Format: Papier, e–book
Ilość stron: 300
Moja ocena: 6/10


Nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia,
kiedy Bóg drzwi zamyka,
to otwiera okno.[1]
Powyższy fragment wiersza Jana Twardowskiego doskonale odzwierciedla  istotę powieści Anny Skrzyniarz Dziesięć przykazań Amelii. Bohaterka od czterech lat żyje jakby w letargu. Nie może się podnieść po  rozstaniu z Adamem i wciąż pielęgnuje w sobie idealny obraz jego osoby. Winą za rozpad związku obciąża siebie, chociaż to on zdradził. Może jednak ona powinna wybaczyć, dać drugą szansę? Bohaterka nie słucha przyjaciółek, tłumaczących, że Adam nie był jej wart, odcina się od rodziny, popada w stan żałoby i zniechęcenia. Życie Amelii przypomina ponurą egzystencję: praca, dom, czekolada z bakaliami, papieros, raz w miesiącu spotkanie z przyjaciółkami…

Przyznam, że ledwie przebrnęłam przez pierwsze strony powieści. Narracja jest prowadzona z punktu widzenia Amelii, musiałam więc poznać żale bohaterki na niesprawiedliwy los; zobaczyć, jak przebiega proces starzenia się (zmarszczki smutku) oraz wysłuchać, jak bardzo dokuczają jej rodzice i siostra (bo siedzi w domu, zamiast wyjść do ludzi), oraz przyjaciółki, mające już szczerze dość ciągłej tęsknoty Amelii za Adamem. Na szczęście za sprawą zasnutych mgłą snów, niosących tajemnicze przesłania, bohaterka postanawia zmienić swoje życie. Nie jest to, oczywiście, sprawą łatwą. Musi wyzbyć się dawnych nawyków, nauczyć dostrzegać problemy i uczucia innych, spojrzeć na siebie krytycznie, ale też pokochać siebie taką, jaka jest. Razem ze zmarszczkami smutku, nadwagą i wiekiem.

Dziesięć przykazań Amelii to książka przede wszystkim bardzo mądra. Pokazuje, że mgła własnych osądów, przyzwyczajeń czy opinii o ludziach potrafi skutecznie zasłonić prawdę o świecie. A czasem naprawdę niewiele trzeba, żeby ją poznać. Wystarczy oderwać myśli od siebie i skupić uwagę na drugim człowieku. Powieść z przekazem dla czytelnika XXI wieku. Obala lansowany w mediach kult pięknego, wiecznie młodego ciała, uświadamiając, że istotą człowieczeństwa nie jest ładny wygląd, modne ubranie i podporządkowanie siebie cudzym wzorcom, ale wrażliwe, piękne wnętrze. Niezwykle istotne jest odkrycie własnych pragnień oraz zauważenie, że dookoła są ludzie, którzy też mają marzenia. Można być szczęśliwym i realizować się, jednocześnie dając radość innym. Wystarczy wyjść ze skorupy, przywołać na usta uśmiech i żyć. Nie obok ludzi, ale z nimi.

Językowi powieści brak lekkości. Styl jest ciężkawy, czasem przesadnie uwznioślony. O ile rozumiem patos w filozoficznych drogowskazach przekazywanych Amelii we śnie, o tyle w wypowiedziach bohaterów brzmi on sztucznie, jest nienaturalny, razi moralizatorstwem. Anna Skrzyniarz niekiedy bardzo nieporadnie buduje zdania. Niektóre są zdecydowanie za długie. Można z nich zrobić kilka krótszych, a tekst zyskałby na dynamiczności. Mam wrażenie, że autorka posługuje się skrótami myślowymi, a w efekcie powstają wypowiedzi nielogiczne: Krótko przed pójściem spać, zadzwonił telefon.[2] Skrzyniarz też chyba nie do końca wie, jak używać imiesłowów: Mieszkając razem, często zdarzały nam się jakieś kulinarne wpadki.[3] Jedno jest pewne, powieść nie została dopracowana pod względem stylistycznym. Zabrakło solidnej redakcji autorskiej i wydawniczej.

Nie mam pojęcia, czy przed publikacją tekst był czytany przez korektora. Chyba nie. Powieść jest usiana błędami ortograficznymi i interpunkcyjnymi, znalazłam w nim również sporo literówek. W książce nie ma nazwiska osoby odpowiedzialnej za opracowanie tekstu, przypuszczam więc, że ten etap po prostu został ominięty. A szkoda. Zaniedbanie wydawcy zabiło naprawdę ciekawą i wartościową powieść.




[1] Cytat z wiersza Kiedy mówisz, Jana Twardowskiego.
[2] Anna Skrzyniarz, Dziesięć przykazań Amelii, s. 134.
[3] Anna Skrzyniarz, Dziesięć przykazań Amelii, s. 151.

7 komentarzy:

  1. Z tego co czytam książka ma ciekawe przesłanie. Myślę, że też nie przypadną mi do gustu pierwsze strony o żalach bohaterki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po prostu nie przepadam za osobami, które się tak uskarżają, a nie robią nic, żeby coś w swoim życiu zmienić. To jednak kwestia gustu. Zachęcam do wyrobienia sobie własnej opinii. :) Chętnie przeczytam i może podyskutuję.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Wstepne "zale" bohaterki oddaly jednak rozmiar problemu z ktorym Amelia musiala sobie poradzic, uwazam ze opis meczacej "skorupy" w ktorej tkwila juz od kilku dobrych lat byl potrzebny. Osobiscie doskonale utozsamialam sie z jej poczatkowym marazmem i byc moze dlatego przyjemniej bylo pozniej wychodzic z niego wspolnie z tytulowa bohaterka. W wiekszosci zgadzam sie jednak z Pani recenzja, moze nie do konca dopracowana ,ale bardzo ciekawa i wartosciowa powiesc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę,że był niepotrzebny, tylko że mnie bardzo zmęczył. Chociaż ja bym w taki sposób książki nie zaczęła, bo to zdecydowanie nie zachęca do dalszego czytania. Można to było przedstawić jakoś inaczej. Tak myślę. Nie lubię ludzi użalających się nad sobą w taki sposób i jednocześnie nierobiących nic, żeby zmienić coś w swoim życiu. I myślę, że wielu nie zdzierży podobnego "jojczenia". Ale to jest, oczywiście, tylko moje zdanie. Każdy ma prawo do własnego.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Ma Pani racje, marudy potrafia byc irytujace, na ale, na szczescie Amelia potrafila cos z tym zrobic:) Rowniez pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, bo powieść utrzymana w tonie marudy byłaby niestrawna :)

      Usuń
  4. Swietnie wykreowana postac Machujskiego, to straszne ale udalo mi sie polubic ksiazkowego przedstawiciela znienawidzonej przeze mnie grupy mezczyzn. Mimo braku dopracowania jestem pod wrazeniem ksiazki, otwarla mi oczy na to co juz dawno zobaczyc powinnam. Mimo wszystko-pelen szacunek dla autorki i po lapach dla wydawnictwa!

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad :)

Obserwuj w Google+

Najchętniej zaglądacie :)