Najlepszy powód, by żyć

Najlepszy powód, by żyć
Premiera już 27 września 2017 roku

Szanuj prawa autorskie!!!

Nie kopiuj! Jeśli chcesz posłużyć się recenzją, zapytaj o zgodę! Informuję, że wszystkie recenzje opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa, a jeżeli cytuję czyjeś słowa, pojawia się o tym informacja. Nie wyrażam zgody na kopiowanie recenzji i umieszczenie ich na innych stronach, za wyjątkiem cytatów, czyli niewielkich fragmentów. Oczekuję też, że cytujący wskaże autora oraz link do całej wypowiedzi.

niedziela, 11 stycznia 2015

(Nie)modne wartości we "Wnuczce do orzechów" Małgorzaty Musierowicz



Autor: Małgorzata Musierowicz
Tytuł: Wnuczka do orzechów
Gatunek: Literatura współczesna polska, literatura dla młodzieży
Forma: Powieść
Wydawnictwo Akapis Press
Rok wydania 2014
Ilość stron: 272
Format książki: Papier
Moja ocena: 7/10


Wnuczka do orzechów jest dwudziestą pierwszą częścią Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz. Myślę, że ani cyklu, ani pisarki nie trzeba nikomu przedstawiać. Na powieściach tej poznańskiej autorki wychowało się już kilka pokoleń młodych czytelniczek i wszystko wskazuje na to, że jeszcze kilka się wychowa. Niektórzy nawet twierdzą, że Jeżycjada należy już do klasyki twórczości dla młodzieży. Może właśnie dlatego coraz częściej, słusznie albo nie, jest ona krytykowana. O tym jednak za chwilę.

Akcja Wnuczki do orzechów rozgrywa się na wsi. Nic dziwnego, są wakacje, więc bohaterowie uciekają z dusznego, głośnego i natrętnie remontowanego Poznania. Główna bohaterka, Dorota Rumianek, idealnie wpisuje się w wiejski klimat. Jeździ bryczką, kocha przyrodę i zwierzęta, jest niezwykle sprawna fizycznie, silna, nie ma  w sobie nic z uduchowionej nimfy, chociaż ponoć jest piękna. Tak przynajmniej twierdzi Ida Borejko oraz, uwaga, jej syn, Józef.

Dorota, chociaż ma siedemnaście lat, jest dziewczyną niezwykle odpowiedzialną. Przy pomocy babć dba o gospodarstwo, uczy się, a nawet martwi o finanse domowe. Twierdzi też, że nigdy, ale to nigdy nie popełni błędu matki, czyli nie zajdzie w nieplanowaną ciążę z nieodpowiednim mężczyzną. Ida ma nadzieję, że Dorotka wyleczy zranione przez Magdusię serce Ignacego Grzegorza. Czy jednak silna, twardo stąpająca po ziemi dziewczyna może się spodobać uduchowionemu romantykowi, który wręcz nie cierpi owadów, a życie na wsi jest dla niego karą? Niekoniecznie. Dlatego autorka stawia na drodze bohaterki chłopaka, który potrafi niemal wszystko, nawet samodzielnie zrobić korale z drewna.

Powieść jest zawzięcie krytykowana przede wszystkim dlatego, że brak w niej współczesności. Bo kto słyszał o nastolatku, który wyłącza telefon, żeby nikt mu nie psuł wakacji? Po co robić własnoręcznie biżuterię, skoro można ją kupić? Czy możliwe, żeby nastolatka miała tylko jedną sukienkę i dwie pary butów? Przecież to wszystko jest takie niedzisiejsze! Niemodne są tez ukazywane przez Musierowicz wartości. Rodzina, miłość, honor, przyjaźń, chęć zrobienia miłej niespodzianki drugiej osobie, szacunek dla starszych… Dlaczego współczesny czytelnik tak radykalnie to odrzuca? Moim zdaniem o wartościach trzeba mówić, pisać, pokazywać ich piękno, bo żadna technologia nie zastąpi uczuć żywionych do drugiego człowieka. Oczywiście zgodzę się z tym, że Musierowicz eksponuje pewne cechy aż za bardzo, że miejscami powieść jest wręcz przesiąknięta dydaktyzmem, ale książka ma też uczyć.

Wnuczka do orzechów jest pozycją adresowaną do młodego czytelnika, który niekoniecznie doświadczył w domu ciepła rodzinnego, bo czasy są, jakie są. Autorka przemyca więc to ciepło na kartach powieści. Może Borejkowie nie są rodziną idealną, na pewno nieco ekscentryczną, ale zwyczajnie miło z nimi pobyć, bo łączy ich miłość. Nie zawsze pałają do siebie sympatią (odwieczna rywalizacja pomiędzy Ignacym Grzegorzem a Józefem), często mają sobie coś do zarzucenia, ale chcą dla siebie nawzajem dobra i darzą się szacunkiem.

Przyzwoicie napisana powieść dla młodzieży z ciekawą fabułą, w której jest miejsce i na uśmiech i na wzruszenie. Bohaterowie mają konsekwentnie skonstruowane charaktery. Jasny podział na dobro i zło czyni z książki coś na kształt bajki osadzonej w dzisiejszej rzeczywistości.

Lektura Wnuczki do orzechów była dla mnie spotkaniem z dobrze znanymi bohaterami. Zobaczyłam jak teraz, po latach, wygląda ich życie, co im się udało, co niekoniecznie. Odwiedziłam ich trochę z przyzwyczajenia, trochę z tęsknoty. Nie żałuję. Bo chociaż powieści brakuje tego błysku, który był w Kwiecie kalafiora czy Kłamczusze, miło spędziłam czas. Właśnie tak, jakbym złożyła wizytę przyjaciołom. Nie są już tacy, jak kiedyś, ale wciąż dobrze czuję się w ich towarzystwie. A zaprezentowany w powieści prosty świat wartości utwierdził mnie w przekonaniu, że zmieniają się czasy, ale ludzkie potrzeby pozostają takie same.

1 komentarz:

  1. Do serii Musierowicz mam sentyment, ale już chyba do niej nie wrócę.

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw po sobie ślad :)

Obserwuj w Google+

Najchętniej zaglądacie :)