Najlepszy powód, by żyć

Najlepszy powód, by żyć
Premiera już 27 września 2017 roku

Szanuj prawa autorskie!!!

Nie kopiuj! Jeśli chcesz posłużyć się recenzją, zapytaj o zgodę! Informuję, że wszystkie recenzje opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa, a jeżeli cytuję czyjeś słowa, pojawia się o tym informacja. Nie wyrażam zgody na kopiowanie recenzji i umieszczenie ich na innych stronach, za wyjątkiem cytatów, czyli niewielkich fragmentów. Oczekuję też, że cytujący wskaże autora oraz link do całej wypowiedzi.

sobota, 31 października 2015

Uprzedmiotowienie duchowe. "Rosół z kury domowej" Nataszy Sochy

Autor: Natasza Socha
Tytuł: Rosół z kury domowej
Gatunek: Literatura współczesna polska
Forma: Powieść, elementy poradnika i książki kucharskiej
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2015
Ilość stron:320
Format książki: Papier, e-book
Moja ocena: 6/10


Po Rosół z kury domowej sięgnęłam skuszona bardzo entuzjastyczną recenzją. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Nataszy Sochy, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać. Okładka z maską nieco mnie zwiodła. Miałam nadzieję, że dostanę coś metaforycznego, niedosłownego, a dostałam… Cóż, zwykłe historie, płaskich bohaterów oraz wplecioną w fabułę garść stereotypów dotyczących Polaków i Niemców. Po kolei jednak.

Wymieniona przez męża na inny model Wiktoria postanawia wyjechać do ciotki i zamieszkać w niemieckiej wiosce, żeby jakoś przetrwać ból porozwodowy. Na emigracji poznaje Judith, Leę i Marę. Każda bohaterka jest inna. Inaczej wygląda, zachowuje się, co innego kocha, łączy je jedno: wszystkie zapomniały o sobie, podporządkowując życie woli mężów. Nie zarabiają, ale to nie znaczy, że nie pracuję. Wykonują w domach wszystkie czynności, nie mając czasu na odpoczynek, urlopu, prawa do pasji. Najgorsze chyba jednak jest to, że ich praca nie jest doceniana i zauważana, bo nie przynosi realnych dochodów. Zaś same kobiety nie są zauważane przez mężów. Ot, muszą wykonywać powinności niczym domowe roboty, a później zostają użyte do rozładowania napięcia seksualnego. Poddane procesowi ukurzenia nie mają odwagi zmienić swojego życia. Poza Wiktorią, na której zmiany wymusił mąż, żądając rozwodu.

Fabuła Rosołu z kury domowej została poprowadzona tak, żeby czytelnik cały czas żałował biednych, skrzywdzonych żon i wściekał się na egoistycznych, podłych mężów. A ja się zastanawiam, czy panie same nie są sobie winne. Ostatecznie bez ich milczącego przyzwolenia nie zostałyby pozbawione osobowości i pasji. To one zgodziły się na to, żeby nie pracować zawodowo, wzięły na siebie wszystkie domowe obowiązki, pozwoliły traktować siebie jak narzędzia do zaspokajania potrzeb seksualnych, rezygnując z przyjemności. Niby inteligentne kobiety, a wydały milczące przyzwolenie na uprzedmiotowienie siebie, sprowadzenie się do roli darmowej pomocy nie tylko domowej, nie oczekując od partnerów wsparcia w codziennych czynnościach. Dla mnie jest to opowieść o głupich kobietach, biernie poddających się władzy mądrych czy też sprytnie manipulujących rzeczywistością mężów. Walczyły o szczęście u boku mężczyzn, którym były kompletnie obojętne jako kobiety.

Daleka jestem od rozczulania się nad bohaterkami. One tak naprawdę nawet próbując wyzwolić się z narzuconego przez mężów jarzma, same siebie uprzedmiatawiają. Bo czymże innym jest gotowanie toples, jak nie odpowiedzią na potrzeby mężczyzny? Wiktoria, Judith, Lea i Mara dla milionów internautów stają się tym, czym były dla mężów. Tyle że robią to z własnej woli i za plecami partnerów. Zupełnie jakby nie zależało im na samorealizacji, ale na udowodnieniu odwagi, posiadaniu tajemnicy, robieniu czegoś zakazanego. Zupełnie jakby nie potrafiły nic, poza gotowaniem… Do tego są bardzo nieszczęśliwe i cierpią z powodu nieleczonego cellulitisu. Znaczy, przepraszam, tu już pewnie błąd merytoryczny autorki, która pomyliła cellulit z cellulitisem, a redakcja nie zauważyła.

Właściwie nie jestem pewna, czy Rosół z kury domowej jest powieścią. Można w nim znaleźć porady dotyczące prac w domu, ogrodzie i gospodarstwie. Naprawdę, nie wiem, po co umieszczać w powieści szczegółowe informacje jak usuwać plany albo nakrywać do stołu. Tekst zaopatrzono również w przepisy kulinarne. Może więc książka odpowiada dzisiejszym trendom. Bo gotować każdy może, a bohaterki powieści dla kobiet już muszą, bo to zapewnia im szczęście i miłość. Osobiście dziękuję za mieszankę poradnikowo przepisowo powieściową. Naprawdę, wiem, jak zdobyć przepis na interesującą mnie potrawę albo dowiedzieć się, w jaki sposób pielęgnować meble czy wybawiać plamy. Kiedy biorę do ręki powieść, chcę czytać powieść, a nie zdobywać wiedzę o budowaniu skalniaka.


Nie podzielam entuzjastyczny opinii o książce. Jak zwykle zachęcam jednak do wyrobienia sobie własnego zdania.

3 komentarze:

  1. A ja należę właśnie do entuzjastów tej powieści. Uśmiałam się i rozkoszowałam miło spędzonym czasem. Nie uważam, iż opisane w książce kobiety wiecznie się nad sobą użalają, że czytelnik ma się nad nimi użalać, ani że spełniają życzenia mężczyzn gotując topless. nie uważam też, że gotować każdy może, bo nie każdy czuje się w garach dobrze. ;) Mi książka bardzo się spodobała i będę ją polecała innym. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zapraszam na spojrzenie z innej strony. Entuzjastyczną opinię na moim blogu. ;) Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Oczywiście szanuję Twoje zdanie, bo nudnym by było, gdyby wszystkim podobało się to samo. Szkoda tylko, że nie poparłaś argumentami wypowiedzi, bo mogłybyśmy podyskutować. :)

      Usuń

Pozostaw po sobie ślad :)

Obserwuj w Google+

Najchętniej zaglądacie :)