Najlepszy powód, by żyć

Najlepszy powód, by żyć
Premiera już 27 września 2017 roku

Szanuj prawa autorskie!!!

Nie kopiuj! Jeśli chcesz posłużyć się recenzją, zapytaj o zgodę! Informuję, że wszystkie recenzje opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa, a jeżeli cytuję czyjeś słowa, pojawia się o tym informacja. Nie wyrażam zgody na kopiowanie recenzji i umieszczenie ich na innych stronach, za wyjątkiem cytatów, czyli niewielkich fragmentów. Oczekuję też, że cytujący wskaże autora oraz link do całej wypowiedzi.

wtorek, 5 lipca 2016

Szczęście po czterdziestce. O "Szczęściu na wagę" Agnieszki Olejnik



Autor: Agnieszka Olejnik
Tytuł: Szczęście na wagę, tom 1. cyklu Wszystkie smaki życia
Gatunek: Literatura współczesna polska
Forma: Powieść, blog, poradnik, książka kucharska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2016
Format książki: Papier, e-book
Ilość stron: 384
Moja ocena:6/10


Szczęście jest pojęciem bardzo trudnym do zdefiniowania. Nie można go zdobyć raz na zawsze, bo człowiek wciąż się zmienia i szuka nowych możliwości. Czasami zjawisko definiowane jako szczęście jest tylko iluzją, opartym na kłamstwach i niedomówieniach poczuciem bezpieczeństwa.

W takim świecie złudzeń żyje Ewa, bohaterka Szczęścia na wagę. Dobrze zarabiający mąż, dom, ogród, córka, praca... Niby wszystko jest takie, jak być powinno, a jednak z defektem, bo nie do końca takie, jak w marzeniach. W ogrodzie zabrakło kwiatów, w domu psa, dziecko jest zamknięte w sobie i krnąbrne, a mąż prowadzi podwójne życie. Do tego dochodzi również problem z nadwagą córki, Klaudii. Sama Ewa również nie czuje się najlepiej w niedoskonałym ciele czterdziestolatki oraz poczuciem niespełnienia. Podejmuje więc szaloną walkę o siebie i córkę. Zapisuje się na angielski, radykalnie zmienia jadłospis, sadzi w ogrodzie barwne kwiaty. Czy utrata wagi pomaga jej osiągnąć szczęście? Na pewno dodaje pewności siebie i pozwala zdefiniować oczekiwania wobec życia.

Agnieszka Olejnik poruszyła w powieści kilka naprawdę istotnych we współczesnym świecie tematów: trwanie w małżeństwie bez miłości tylko dlatego, że tak jest bezpieczniej, brak akceptacji siebie u nastolatków, problemy z porozumieniem się, wpływ relacji rodzinnych na dzieci. Wszystko to w bardzo umiejętny sposób zostało wplecione w ciekawą fabułę. Nie szkodzi, że czasami jest stereotypowo. W tym wypadku stereotyp oznacza normalność i wiarygodność. Bohaterowie pokazują, w jaki sposób mądrze rozwiązywać ważne problemy. Popełniają błędy. Nie zawsze im się udaje, ale próbują jeszcze raz. Są w tym bardzo ludzcy. Dzięki temu Szczęście na wagę nie trąci moralizatorstwem.

Jest jednak w powieści taki moment, kiedy przestaje ona być tylko powieścią, zmienia się w coś w rodzaju poradnika, instruującego, jak schudnąć. Walka z otyłością staje się sposobem na odnowienie relacji pomiędzy Ewą a Klaudią. Rozumiem więc, że autorka poświęciła temu wątkowi bardzo dużo miejsca w fabule. Powieść nie jest jednak książką kucharską ani poradnikiem dietetycznym. Dręczenie czytelnika jadłospisami, przepisami na potrawy, opowiadanie ze szczegółami, w jaki sposób upiec chleb żytni… Nie, nie, nie!!! Zdecydowanie za dużo tego było, zbyt nachalnie przedstawione, zupełnie jakby autorce zapłacono za lokowanie produktu, w tym wypadku diety opisanej w książce Dieta dobrych kalorii Philipa Lipetza. Inne diety zostały w Szczęściu na wagę przedstawione jako złe, nieskuteczne, niewarte uwagi. Tylko jeden sposób odżywiania się jest, według teorii zawartej w książce, właściwy i pozwalający schudnąć. Nie ma skutków ubocznych (autorka ich nie przedstawiła) i pewnie wiele czytelniczek uwierzyła w skuteczność.

Czy słusznie? Czy traktowanie fikcji jako poradnika dietetycznego jest dobrym posunięciem? Nie jestem przekonana. Nie uważam się za eksperta od diet. W sposobie układania przez bohaterki kolejności treningów znalazłam jednak błędy merytoryczne, mogły się więc pojawić również w interpretacji wskazówek Philipa Lipetza. Moim zdaniem powieść winna być powieścią, a poradnik poradnikiem. Łączenie form i autorytarne forsowanie pewnej wiedzy jako jedynej właściwej nie jest dobre w obyczajowej obyczajowej i bez odpowiedniego risearchu. We mnie obudziło to sprzeciw.
Za dużo miejsca poświęcono poradnikowi dietetycznemu, za agresywnie zareklamowano jeden ze sposobów odżywiania się. Fragmenty opisujące teorie zawarte w Diecie dobrych kalorii są nudne, skakałam po nich wzrokiem i przebrnęłam tylko dlatego, że ciekawiły mnie losy bohaterów. Sam finał powieści również przyniósł rozczarowanie. Zniknął narrator wszystkowiedzący, zastąpił go pierwszoosobowy, do tego typowo blogowy, który streścił  losy bohaterów w kilku zdaniach, pozbawiając czytelnika emocji towarzyszących poznawaniu fabuły. O ile istnienie bloga oraz dyskusja jego autorki z czytelnikami (chwyt zastosowany zresztą w mojej powieści) nie przeszkadzały mi, kiedy była też inna, opowiadająca narracja, o tyle pobieżne streszczenie w finale nie dało mi czytelniczej satysfakcji. 


Powieść niezła, przyzwoicie napisana. Fabuła ciekawa, aktualna. Bohaterowie dobrze skonstruowani. Problematyka bliska współczesnemu czytelnikowi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad :)

Obserwuj w Google+

Najchętniej zaglądacie :)