Najlepszy powód, by żyć

Najlepszy powód, by żyć
Premiera już 27 września 2017 roku

Szanuj prawa autorskie!!!

Nie kopiuj! Jeśli chcesz posłużyć się recenzją, zapytaj o zgodę! Informuję, że wszystkie recenzje opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa, a jeżeli cytuję czyjeś słowa, pojawia się o tym informacja. Nie wyrażam zgody na kopiowanie recenzji i umieszczenie ich na innych stronach, za wyjątkiem cytatów, czyli niewielkich fragmentów. Oczekuję też, że cytujący wskaże autora oraz link do całej wypowiedzi.

sobota, 10 czerwca 2017

Macierzyństwo kontra egoizm. "Matka mojej córki" Magdaleny Majcher


Autor: Magdalena Majcher
Tytuł: Matka mojej córki
Gatunek: Literatura współczesna polska
Forma: Powieść
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 384
Moja ocena: 8/10


Macierzyństwo jest wielkim darem. Niektórzy twierdzą, że trzeba do niego dorosnąć. Nie każda kobieta może i chce być matką. Nie każda potrafi. I moim zdaniem wiek, doświadczenie życiowe ani status materialny nikogo nie nauczą bycia dobrą matką. Oczywiście stabilna sytuacja życiowa bardzo wiele spraw ułatwia, jednak najważniejsza jest miłość do maleńkiej istoty, rozwijającej się pod sercem i uczucie do mężczyzny, za którego sprawą ona się tam znalazła.

Nina, bohaterka powieści Matka mojej córki, w wieku szesnastu lat przeżyła swoją pierwszą, prawdziwą miłość. Jej owocem była ciąża. Nastolatka, silna dzięki młodzieńczemu uczuciu, pokochała swoje dziecko całą sobą. Pragnęła być dla niego najlepszą matką na świecie. Los zmusił ją jednak do popełnienia największego błędu w życiu. Nina, chcąc o tym zapomnieć, opuściła dom i rodzinne strony, aby wieść samotne życie kobiety spełnionej zawodowo. Tak silnego uczucia jak macierzyństwo nie można jednak zagłuszyć pracą czy stłumić obowiązkami. Ono mieszka w sercu, na zawsze. A kiedy po szesnastu latach Nina musi wrócić do domu, los zdmuchuje kurz ze wspomnień.

Poznając historię bohaterki, czytelnik staje się jakby jej powiernikiem i dyskretnym sędzią. Ocena zachowania Niny nie jest łatwa, bowiem fabuła została skonstruowana tak, żeby nic nie było tylko złe albo dobre. Dziewczyna ma swoje za uszami, ale tak naprawdę jest też ofiarą. Ofiarą, która, pragnąc zwyciężyć, zgubiła swoje szczęście. Postać została naprawdę świetnie skonstruowana, dobrze przemyślana i odpowiednio przedstawiona. Budzi masę sprzecznych emocji, jest niejednoznaczna i, pomimo że tragiczna, bardzo pozytywna.

Inaczej rzecz ma się z tym, jak oceniam matkę Niny. Ona jest potworem, robiącym słodkie minki i zasłaniającym się dobrem córki. Ale myśli głownie o sobie. Jest przyczyną największego dramatu w życiu swojego dziecka. A przecież, jako matka, powinna je chronić i ustrzegać przed błędami. W moim odczuciu Magdalena Majher uczyniła ją sprawczynią wszelkiego zła, ale też pokazała, że dziecko zawsze kocha swoją matkę i jest gotowe jej wybaczyć bardzo wiele. Nina, pomimo doświadczonej krzywdy, nie potrafi odwrócić się od rodzicielki. Miłość do matki nakazała bohaterce wyrzec się wszystkiego, co było dla niej ważne. Najważniejsze.


Nie wiem, czy Matka mojej córki chwyciła mnie za serce, ale na pewno zmusiła do refleksji nad definicją słowa „macierzyństwo” oraz zastanowienia się nad tym, czego matka może wymagać od dziecka, a jakich decyzji nigdy, pod żadnym pozorem nie powinna wymuszać. Zapewniam, że nie są to łatwe przemyślenia. Podobnie jak powieść Magdaleny Majcher nie należy do łatwych i przyjemnych. Została napisana płynnym językiem, styl jest lekki i czyta się ją szybko, ale fabuła już czarująca nie jest. Pomiędzy słodkimi okładkami został ukryty dramat, który na pewno wyciśnie z oczu niejedną łzę, ale też spowoduje zgrzytanie zębami ze złości. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw po sobie ślad :)

Obserwuj w Google+

Najchętniej zaglądacie :)